• Wpisów: 51
  • Średnio co: 9 dni
  • Ostatni wpis: 74 dni temu, 20:14
  • Licznik odwiedzin: 3 209 / 513 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
jenni
 
Jak to jest być władcą? Lub inaczej..wielką kobietą? Nie, nie wielką w sensie rozmiarowo. Wielką dla innych, niesamowitą. Nie, nie kobietą, raczej dziewczyną? W końcu..tak mówię o sobie, a raczej pytam. Powiem jedno..niesamowicie dobrze jest być tak kochaną i uznawaną osobą, ale gdyby miało być tak pięknie byłoby niewiarygodnie. Bo to, że jestem, jestem królową Quorets to ok, ale dlaczego jestem? To pytanie retoryczne, dla którego nie ma odpowiedzi i tak już jest. Urodziłam się niby z "magicznymi" jakimiś mocami i mam być królową i koniec. Lepiej by było wiedzieć dlaczego się nią jest, mieć jakieś zasługi, a nie tak ot to, bo matka ma focha i jestem władcą jakiejś magicznej wiochy w Rzymie.
Dobra, ok, nie będę was już przynudzać moimi narzekaniami. Zacznę od tego co się wydarzyło po tym jak szybkim ruchem wyszliśmy z karczmy. Albo raczej oni wyszli, bo ja wolałam spacerek, ale cóż..tam coś powiedzieć..można zapomnieć i tyle.

screenshot19r.jpg


Razem z moją piątką nowych znajomych i mamą doszliśmy do jakiegoś dziwnego miejsca. Tak mi się przez chwilę wydawało, gdy zobaczyłam ciemne zaułki i rozdrapane ściany oraz ogołocone drzewa otaczające cały budynek. Jednak okazało się, że to nie to miejsce do którego nas prowadzą. A stanęliśmy tam, ponieważ się zmęczyliśmy. Gdy poinformowano mnie, że jesteśmy na miejscu podniosłam głowę do góry i ujrzałam wielki, murowany zamek z ponad 60-cioma komnatami lub jeszcze więcej. Patrząc na niego czułam się naprawdę dziwnie, a tym bardziej dlatego, że takie zamki w Rzymie to dziwna sprawa.
- No, Eleno, jesteśmy. Jak Ci się podoba?
- Em..jest niesamowicie ogromny!- wykrzyczałam z trudem.
- Widzę, że nie wiesz co masz powiedzieć. I o to właśnie chodzi! Nasza królowa musi być zaskoczona.
- Jestem..jestem..
I pognaliśmy w stronę ścieżki prowadzącej do drzwi zamku. Droga do nowego domu wciąż się dłużyła, ale dzięki temu mogłam poznać bliżej swoich towarzyszy. Wiem teraz, że Minewra jest naprawdę silna. Jako jedyna poradziła sobie z 5-tonowym głazem. Szybko i sprawnie przeniosła go z jednego końca brzegu rzeki na drugi. Gerardowi jest zawsze gorąco..jak sam twierdzi nigdy nie ubrał topu z długim rękawem. Nawet w czasie naszej wędrówki, kiedy było -6 stopni zdjął koszulkę i chodził bez jakiegokolwiek okrycia na tułów. Pan Iravan jest bardzo niecierpliwy. Nie potrafi wytrzymać nawet minuty czekając na kogoś. Jest to dla niego nie lada udręka. Syn Iravan'a jest za to bardzo wyrozumiały. Spostrzegłam to gdy z cierpliwością czekał na swoją narzeczoną Inez; ona za to jest bardzo dobrą matematyczką i ma świetną pamięć. Zna wszystkie kody, które prowadzą do wszelkich tajemniczych wejść. Gdy zbliżaliśmy się do finału podróży Gerard został zraniony strzałą.
- Gerard, cholera! - zawołała moja matka.
- Co się dzieje? - zapytał Tores.
Nagle w moich uszach zabrzmiał dźwięk syreny. Po niej mogłam spodziewać się tylko jednego.
- Wojna! - usłyszałam z ust jakiegoś giermka, albo wysłannika.
- Co? Jak to? - zapytałam głupio, uświadamiając sobie to po 30 sekundach wypowiedzenia tych słów.
- Elena, wyciągnij różdżkę! - krzyknęła mama.
- Co? Jaką różdżkę? Co ty do mnie mówisz kobieto?! - pisnęłam.
- Nie masz różdżki?!
- No nie.
- A no tak.
- No.
- Chodźcie do zamku! Wiejemy! - krzyknął Tores.
Szybko wzięłam mamę pod pachę i "nogi za pas" i zaczęłam pędzić niczym struś. Nigdy w życiu nie byłam tak przestraszona ani zdekoncentrowana.
- Szybko! - krzyknęła Inez.
I zniknęłam z mamą w ciemnym korytarzu rozpoczynającym mury zamku.
- Chodźcie za mną - poradziła narzeczona Tores'a.
Złapałam mamę za rękę, byłam tak przestraszona, że nawet nie zastanawiałam się jak to wygląda, że tak mocna królowa przykleja się do swojej mamy i pognałam posłusznie w stronę Inez.

screenshot39p.jpg


- Jest wojna, ale ten zamek jest tak ogromny i tak bezpieczny, że nie musimy się o to dzisiaj martwić. O świcie nie powinno już tutaj być przeciwników, a wioska powinna sobie z nimi poradzić. Widziałem ich i przyznam, że to chłystki, tylko niektórzy wyglądali jakoś porządnie, ale kulturystami to oni nie są. Mamy więc wielkie szanse, aby dzisiejsze pojedynki wygrać. - ogłosił Gerard.
- No więc..na co czekać, stawiać homara?! - wykrzyczała Irina, lub "Irinka" -
jak zdrobniale na nią mówi Gerard. Podejrzewam, że mają magiczny romans lub Irinka Gerardowi się po prostu podoba. Kobieta ta jest dość potężna, nosi kuchenny fartuch z pomidorami i ma długie blond włosy uplecione w warkocz.
- Oczywiście! Pewnie wszyscy są głodni, a tym bardziej Elena, prawda? - wykrzyczał Iravan.
- No..tak dość. - odpowiedziałam nieśmiało.
Irinka, która zniknęła na chwilę, nagle znów się pojawiła, tym razem jednak z homarem w ręce. Ostrożnie położyła go na stole i rozpoczęła "wielką ucztę".
Wszyscy zasiedli na swoje miejsca. Nalano wino, różne napoje, wodę, a nawet mleko..bez komentarza. Sala ucichła, widelce zagościły w dłoniach i wszyscy rozpoczęli konsumowanie wielkiego homara. Nawet ja. [/b]





screenshot41kk.jpg
  • awatar Effy Berry: świetnie, ciekawa jestem czy wygracie tę walkę
Pokaż wszystkie (1) ›
 

jenni
 
Znowu duża nieobecność! :0 Mam nadzieję, że simowi pisarze na pingerze jeszcze mnie pamiętają. Ciągle coś mi przeszkadza w aktywnym dodawaniu tutaj wpisów, to szkoła, obowiązki w domu i także na forum, o którym pisałam poniżej.

Nie mam zamiaru jednak cały czas się lenić. Pytanie mam jednak do wszystkich, którzy czytali historię o Elenie, która dziwnym przypadkiem trafiła do średniowiecza ^^ Nie skończyłam tej historii, mam dla was jeszcze trochę wpisów, ale ta historia nie ma zakończenia. Chciałabym do swojego bloga wprowadzić nową.

Pytanie brzmi: Czy chcecie przeczytać wpisy o Elenie czy chcecie poznać moją nową historię? :*
  • awatar AgaBlog: ja lubie cb czytac iwec obojętnie co :D
  • awatar JenniSims: Miło, że znów będziesz pisać :) myślę, że możesz dodać wpisy o Elenie, te które jeszcze masz a później rozpocząć nową historię. Ja już się nie mogę doczekać :D
  • awatar Effy Kind: Fajny blog. Super że znów zaczniesz pisać. Wszystko jedno co :)
Pokaż wszystkie (4) ›
 

jenni
 
bannerduzy.png


Witajcie. Chciałam poinformować te kilka osób, które czytają moje wpisy i podobają im się moje opowiadania, oraz wszystkich fanów gry The Sims 3, że powstało nowe, kreatorskie forum, które przyjmie z otwartymi ramionami simowych kreatorów.

Forum SIMSCREATOR jest miejscem gdzie będziecie mogli zdobywać duże doświadczenie dzięki poradnikom oraz pomocy świetnych kreatorów. Na forum panuje miła i przyjazna atmosfera. Nie skupiamy się wyłącznie na dodatkach - doceniamy i wspieramy także simowych pisarzy. Dział *Historie* jest ciągle aktywny. :)

ZACHĘCAM JESZCZE RAZ DO REJESTROWANIA SIĘ!
link do rejestracji:
www.simscreator.pl/member.php… \

Reklama naszego forum:
  • awatar JenniSims: Witaj :) szukałam, oj długo szukałam bloga który byłby tak ciekawy i wciąż prowadzony.... Szczęśliwie natknęłam się na Ciebie :D sporo tu wpisów, kiedy będę miała więcej czasu na spokojnie przeczytam wszczyściuśieńko od deski do deski - i to z miłą chęcią :D Mam nadzieję, że nie znikniesz :) wiem, że czasami człowiek choćby stanął na rzęsach nie jest w stanie pogodzić ze sobą wszystkiego naraz bo zwyczajnie brakuje czasu nawet na proste czynności, niestety szkoła, praca i inne obowiązki czasami przytłaczają za bardzo.... ale mam nadzieję, że co jakiś czas dasz znać co u Ciebie :) pozdrawiam :)
Pokaż wszystkie (1) ›
 

jenni
 
Szłyśmy krętą drogą, bardzo wąską i piaskową. Droga dłużyła się i nie wyobrażam sobie jak długa jeszcze mogłaby być gdybyśmy nie doszły do zamierzonego celu.
- To tutaj. To karczma Oleander.
- Dlaczego mnie tutaj zaprowadziłaś? - zapytałam nieśmiało.
- Aby przedstawić Ci wszystkich, z którymi będziesz musiała się poznać. Ci ludzie to nasza rodzina, wszyscy jesteśmy tutaj rodziną.
Podeszłyśmy do stolika, w którym siedziało ponad 5 osób. Każda z nich wyglądała bardzo charakterystycznie, tak jakby każdy z nich miał całkiem osobne osobowości i przeznaczenie.
- Już jest. To ona - powiedziała moja matka wskazując na moją postać.
- Całkiem, całkiem..- zamruczał jeden z panów siedzących przy stoliku.
- Cudowna! O takiej władczyni marzyliśmy od lat! - zawołała kobieta, która natychmiast wstała i rozejrzała się po karczmie, a następnie szybko przeszła po mnie wzrokiem.
- Władczyni? - wyszeptałam do matki.
- To ona nic nie wie?! - zapytał oburzony mężczyzna, o którym wcześniej wspominałam.
- Powoli Gerardzie. Ma na to dziewczyna czas. Jest w Rzymie, cofnęła się w czasie, ona jeszcze nawet tego nie ogarnęła - zaśmiała się mama.
- Mamo!..- pisnęłam.
- No, to przedstaw nas teraz - powiedziała nagle rudowłosa kobieta, wstając z krzesła i patrząc raz na mnie, raz na grupkę ludzi siedzących przy stole.
- Więc tak Eleno.. to jest Minewra. - oznajmiła moja matka wskazując na rudowłosą dziewczynę. Jest przywódczynią marszu, bierze udział we wszystkich wojnach, uczy dzieci i dorosłych waleczności.

screenshot1km.jpg


I faktycznie dziewczyna ta wyglądało na bardzo waleczną i silną. W jej oczach znajdował się ognisty płomień, który informował mnie o tym, że mam do czynienia z osobą bardzo zaciętą. Miała rude włosy, zielono-czerwone oczy, miała piegi i ubrana była w długą opiętą suknię. Bardzo niewygodną.
- Witam. Mów mi Minewra, lub Mine, jak Ci wygodniej. Mam nadzieję, że jesteś osobą wyrozumiałą.
- A dlaczego? - zapytałam z zaciekawieniem.
- Ponieważ będziemy spać w jednym pałacu, lub domu, sama jeszcze nie wiem, a lubię siedzieć do późna w nocy ucząc się nowych sztuczek walecznych. - zażartowała.
- Heh..- zabrzmiałam nieśmiało z tłumu.

screenshot2tx.jpg


- A ja jestem Gerard! - opiekuję się domem i całą karczmą, to moja karczma, o, a tam stoi moja żonka! Jest bardzo kochana. Ale to nie ważne. Uczę wszystkich jak być śmiałym i odważnym i przekonuję ich do udziału w wojnie. Oprócz tego ciągle zarabiam by spłacać daninę Selektom. Tym z naprzeciwka. Płacę im, bo dostarczają nam wodę i ziemię.
- Brzmi ciekawie - zaproponowałam.
- To ważne sprawy! Zapamiętaj każdego osobnika, te informacje będą Ci potrzebne - oznajmiła mi matka.


screenshot3vl.jpg


- A to jest Tores, jest kapitanem wojsk. Jest na trochę wyższym szczeblu niż Minewra, ale nie można nic w tej sprawie powiedzieć, bo ona trenuje młodszych żołnierzy, a on prowadzi wojny i trenuje starszych żołnierzy. W wolnym czasie opiekuje się także zwierzętami. Jego ojciec ma gospodę, zarabia zbierając warzywa i owoce, a także zarabia poprzez ziarno.
- Witaj Eleno, nasza przywódczyni - przywitał się serdecznie Tores, mocno ściskając moją rękę.
- Witam. Ale oszczędźmy sobie tych "przywódczyni" - zażartowałam.


screenshot4zo.jpg


- A więc ja jestem ojcem Toresa, pan Lopin. Iravan Lopin. Jak wcześniej wspominano na mój temat opiekuję się swoją gospodą i zwierzętami. Mam żonę, dom, dzieci. Dokładniej dwóch synów, jeden jest na polu, a drugi przyszedł ze mną tutaj, przywitać naszego nowego władcę, Pani.
- Witam. - powtórzyłam 4 raz i już chcąc wyszeptać do ucha mamie chęć pójścia na spacer, nagle w mój cień wkroczyła czarnowłosa kobieta.


screenshot5m.jpg


To ja się chyba jeszcze nie przywitałam. - oznajmiła nieśmiało. - Mam na imię Inez. Jestem typową czarodziejką. Wraz z innymi czarodziejami tworzę rośliny, eliksiry i pożywienie dla zwierząt oraz ludzi. Tores to mój narzeczony, jeżeli informacja ta nie jest zbędną.
- Bardzo miło mi was wszystkich poznać. Wypadałoby coś powiedzieć o sobie, ale wy pewnie wiecie już o mnie wszystko, więc co mogę powiedzieć ...- 'wyśpiewałam' nieśmiało.
- Więc co my tutaj jeszcze robimy? - zawołał pan Lopin. Chodźmy pokazać Pannie Elenie wszystko co tutaj mamy i jej tron. W końcu władca musi mieć swój tron!
- Ale..poczekajcie..chwila. - wykrzyknęłam, jednak cicho, bo nikt mnie nie usłyszał, lub nikt usłyszeć nie chciał.


screenshot6vz.jpg



Wyszliśmy z karczmy niczym fani Beatles'ów na ich widok. W pośpiechu przeszliśmy góry i lasy, piaskowe i te z zielenią, zobaczyłam wiele miejsc, tych magicznych i tych zwykłych, jednak wszystko było tak dziwne, że w pewnym momencie myślałam, że umarłam i przeszłam reinkarnację w innego człowieka. Chodź może nazywał się tak samo jak ja to był inny. Bo był/a królową Quorets i wszystkich czarodziei, czarodziejek, czarnoksiężników.
Pokaż wszystkie (4) ›
 

jenni
 
- Córeczko witaj.
- Mamo powiedz co się dzieję - poprosiłam z przerażoną miną.
- Ah, nic się nie dzieje. Jesteśmy tam gdzie być powinnyśmy.
- Gdzie być powinnyśmy? - zapytałam. - Żartujesz? Jesteśmy w jakiejś "czarolandii".
- Czarolandii? Co ty wygadujesz? - popatrzyła na mnie wzrokiem bazyliszka. - Pozapominałaś co łączy naszą rodzinę i magię?
- Mamo, ja sobie z tego zdaję sprawę, ale nie wiem o czym mówiła tamta kobieta.
- Wytłumaczę Ci, chodźmy do karczmy, tam spokojnie porozmawiamy.
- Jak? I do jakiej karczmy? Nie lepiej iść do jakiejś kawiarenki czy coś, albo wrócić do domu?
- Tutaj nie ma kawiarenki, a naszym domem jest teraz Quorets.
- Żartujesz? Chcę wracać do domu - pisnęłam.
- Tutaj jest Twój dom.
- Nie wierzę, głupoty gadasz - furknęłam.
- Dziecko, chodź za mną.
- Nie, nie pójdę.

screenshot53yl.jpg


Byłam po raz pierwszy w życiu nieposłuszna, ale czułam, że muszę, bo matka ewidentnie nie chciała wytłumaczyć mi co się dzieję, a ja potrzebowałam wyjaśnienia. Najdziwniejsze było jednak to, że miałam na sobie długą brązową suknię, dziwną fryzurę i byłam w dziwnej miejscowości Quorets w Rzymie, a wszystko wyglądało jakby było w średniowieczu.

screenshot51i.jpg


- Mamo, czy my cofnęłyśmy się w czasie? - zapytałam z niespokojnym głosem.
- Tak.
- Co?! - wrzasnęłam. - NIE! Chcę wracać stąd, błaaagam! - krzyknęłam. Zabierz mnie stąd!
- Czy Ty się możesz uspokoić? Jesteś czarodziejką i to cholernie potężną, czy to kiedyś do Ciebie dojdzie?!
- Dobra, spokojnie. Jestem czarodziejką - i zaczęłam cicho powtarzać do samej siebie ukazując, że próbuję zrozumieć ten fakt.
- Nie, to niemożliwe. Nie miałam nawet przemiany, to Jeremy jest czarodziejem, ale wracajmy do domu, do Sunset valley.
- Nie mamy tam już domu. Sprzedałam go. Jesteśmy tutaj, bo tutaj jest nasz prawdziwy dom i tutaj powinnyśmy być.
- Sprzedałaś?! Czy ty kobieto zwariowałaś?! Jak to? A co z moją szkołą, przyjaciółmi, z Rickiem? - krzyknęłam jednocześnie. - Gdzie on jest?
- Jest w karczmie podajże. Ze swoim ojcem, pewnie układają starą mapę, albo znowu układają jakieś tajemnicze zaklęcia przeciw złej magii.
- Co ty mówisz..? - zapytałam drwiąco.
- Chodź, przywitasz się z rodziną!
- Z rodziną?
- Oczywiście, jest nas tutaj pełno, daj rękę - i podała mi śmiało dłoń uśmiechając się.
- No dobrze.

I zniknęłam z nią w jasnych promieniach słońca prosto padających na słoneczna Romę..niech żyje ŚREDNIOWIECZE.

screenshot55b.jpg
Pokaż wszystkie (3) ›
 

jenni
 
O matko, ale mnie tu dawno nie było! Za chwilę dodaję kolejny wpis historii, mam ich już chyba z sześć, ale ich wam jeszcze nie przedstawiłam.
Za chwilę dodam. :)
 

jenni
 
- Idę spać. - oznajmiłam.
- Dobrze, do jutra. - odpowiedział Rick.

Screenshot-44.jpg


- Czeekajcie..gdzie wam tak śpieszno? - w jednej chwili, niespodziewanie zapytał jakiś kobiecy głos.
- Em..
W tamtej chwili z cienia wyszła kobieta, w długiej bordowej szacie, owiniętej kapturem, który zdjęła. Nie położyła go na ziemii ani na szafce, on po prostu nagle zniknął z jej rąk.
- Kim Pani jest? - zapytałam jednocześnie skierując wzrok na Ricka. Jego wzrok mówił, że nie jest przerażony ani przestraszony, a wręcz przeciwnie, był bardzo spokojny, tak jakby wiedział kim ta tajemnicza postać jest.
- Jestem Germina, Eleno. - powiedziała z szyderczym uśmiechem kobieta. - Zapewne dużo Ci Twoja matka o mnie opowiadała, prawda?
- No, sporo..
- Nie bój się mnie, dziecko drogie.
- Em...
- Shh..przyszłam po jedno.
- Po co? - wyszeptałam.
- Po Ciebie kochana.
- Po mnie? Ale dlaczego?
- Przecież jesteś już czarodziejką! I to do tego dorosłą! Na każdego przychodzi czas, Ty masz już 18 lat więc muszę Cię stąd zabrać.
- Ale zabrać gdzie?
- No jak to gdzie..do Quorets.
- Do Quorets? Co to jest?
- To Ty nic nie wiesz? Nic?
- Po pierwsze nie jestem czarodziejką, bo nie miałam przemiany, po drugie.. no przecież ja nic nie wiem, bo się nie przemieniłam. Wszystko ma sens.
- Nic nie ma sensu, a tym gorzej - ty o tym sensie nie wiesz nic. Jesteś wybranką - nie zmienisz się nigdy, Ty już jesteś czarodziejką, od urodzenia, jesteś pierwotna.

Screenshot-46.jpg


- Co? Ja? Pomyliła mnie Pani z kimś. Jeremy się przemienił, a ja..ze mną nic się nie działo, bo nie jestem czarodziejką i nigdy nie będę.
- Co za paranoje..nie wierzę w to! - wykrzyczała Germina. - Jesteś nasza..naszą wybranką, czarodziejką - a powiedziałabym nawet, złą i doświadczoną czarownicą!
- Jak ja nie mam pojęcia nic o świecie magii, czarownic i nic o Quorets.
- I dziwi mnie to, ale nie martw się. Zabiorę Cię, pokażę Ci ten świat, Twój świat, on jest Twoim królestwem, nowym domem, pokierujesz całą armią czarownic, aby obronić Quorets przed czarnoksiężnikami.
- To brzmi jak książka fantasy.
- To nie jest ksiązka, ani fantasy! To nasz świat realny, Twój, mój, Twojej matki i Jeremy'ego!
- Moja mama też tam będzie?
- Twoja matka już tam jest! I Jeremy, czekają na Ciebie. Możesz myśleć, że gadam głupoty, ale Ty już dawno powinnaś tam być, należysz do tego świata, a tym bardziej jesteś jego przywódczynią, jedną z najlepszych, jesteś taka jak ja, Elena - niezwyciężona.
- Nie umiem nawet machnąć różdżką!
- Tu nie ma różdżek - zaśmiała się cicho Germina, lekko kpiąc z moich głupich argumentów. - Twoja moc wywodzi się od Ciebie, z Twojego serca i umysłu. To ty ją kontrolujesz i ona Ciebie, gdy tego potrzebujesz. Wypowiesz zaklęcie i już czarujesz.
- No więc...em..gdzie leży Quorets?
- W Rzymie, a raczej pod Rzymem, Quorets dla hunów nie istnieje!
- Dla kogo?
- Dla hunów - zwykłych ludzi. Tych, którzy nie są tacy jak my Eleno.
- Więc wyruszamy już?
- Tak, trzeba jak najprędzej! Złap mnie za rękę.


Screenshot-50.jpg


Zrobiłam tak jak kazała. Złapałam ją za rękę i w pewnej chwili poczułam powiew wiatru, biały odcień czegoś..czego nie da się nazwać i jakby mnie przez chwilę nie było, zamknęłam sama oczy - choć tego nie chciałam.
Minęło chyba z 5 godzin. Spałam. A jak się obudziłam leżałam na piasku. I byłam już w Rzymie..znaczy się w Quorets. Wstałam, otrzepałam...właśnie, otrzepałam suknię (?) z piasku. W tamtej chwili, jak ją zobaczyłam na swoim ciele, zamarłam. Tak jakby w magiczny sposób ją ubrałam, a może w ogóle jej nie ubrałam? To było dziwne i nawet się tego przestraszyłam. Wstałam, otrząsnęłam się i oglądnęłam. Za mną stała jasna postać, ubrana w piękną, karminową suknię. Popatrzyłam dokładniej na jej twarz.
- Mamo? - zapytałam.
 

jenni
 
- Musimy iść zająć pokoje takie same jak w tamtym roku!- oznajmiłam.
- No przydałoby się. Nie chciałbym znów przyzwyczajać się do nowych łóżek - odpowiedział Josh.
- Słuchajcie, czy wam się nie wydaję, że coś się tutaj zmieniło?
- Ech, no jak co roku. Zawsze dochodzą jakieś gadżety.
- No to do roboty.
Podeszliśmy do miejsca przeznaczonego do zapisów do pokoju tzw. 'recepcji'
- Witam - zaczęłam.
- Witam was serdecznie.
- Pewnie kojarzy nas Pani, byliśmy tu rok temu, dwa lata temu, 3..
- Niezbyt, kim wy jesteście? Nie kojarzę was z tamtego roku.
- Co? My Panią znamy, przecież często Pani z nami rozmawiała.
- Nie, może się pomyliliście. Tutaj są dwie prowadzące, ja was nie znam. Jaki pokój?
- Em.. - zamyśliłam się, po czym wydusiłam z siebie kolejne zdanie - to co zwykle.
- Nie wiem jakie bierzecie pokoje zwykle.
- Hm..3-osobowy dla dziewczyn połączony z 3-osobowym dla chłopców prowadzącym do wspólnej łazienki.
- Przykro mi, ten jest już zajęty.
I w tamtej chwili zamarliśmy, i podejrzewam, że wszystkim było tak gorąco ze złości jak mi.
- Niemożliwe, co roku go rezerwujemy.
- To jest niemożliwe, nie ma żadnej rezerwacji.
- Proszę sprawdźić, umawialiśmy się z Panią - powiedziałam głosem coraz bardziej zdenerwowanym.
Kobieta przewracała kartki w jakimś zeszycie sprawdzając bardzo niedokładnie.
- Nic, nie ma nic.


Screenshot-8.jpg


- Ja sprawdzę, proszę - i wyrwałam jej zeszyt z ręki.
- To niedozwolone! Tutaj są dane całego obozowiska! Proszę to zostawić.
Szarpałam się z nią i nie miałam zamiaru jej oddawać zeszytu. Choć wiedziałam, że to mogłoby się dla nas źle skończyć, nie ukrywałam jak strasznie byłam zła na to, że rezerwacji w tym zeszycie podobno nie było.
- Puść! - krzyknęła po raz drugi.
Nagle za rękę złapał mnie Rick i odepchnął od lady.
- Daj spokój, znajdziemy inny pokój.
- Nie, nie! Co roku mamy ten sam, on jest dla nas ważny!
- Elena, daj spokój, to już nie jest ważne, musimy wziąć inny pokój.
- Zwariowaliście? Ktoś tu we wszystkim namieszał.
- Wiemy, ale nie możemy nic zrobić - wtrąciła się Cameron.
- Weźniemy dwa pokoje, oba 3-osobowe, osobne.
- Dobrze, zapiszę was.
- Tylko zapisz! - furknęłam.
Kobieta zmierzyła mnie w tamtej chwili wrogim wzrokiem. Zauważyłam w nim coś podejrzanego. Jej tęczówki u oczu było nieludzkich rozmiarów, całkiem inne..
- Psst..- szepnęłam do Alarica. - Widzisz? Popatrz na jej oczy, na tęczówki, są ogromne.
Alaric obejrzał na kobietę, a jego mimika twarzy całkiem zmieniła swój charakter.
- Co? - zapytałam.
- To dziwne, wygląda jak..
- Jak co?
- Nieważne.
- Rick!
- Musiała coś spawać, spawać bez okularów, później tęczówki bolą i są wielkie, występują także zaniki pamięci i dekoncentracja.
- Chyba żartujesz (?)
- Nie, Elena..to całkiem możliwe.
- Ale to nie spawanie, to czary!
W tej chwili Alaric popatrzył na mnie ze zdziwiniem, miną jakby chciał zapytać: skąd wiesz? Nie zrobił tego, ale chyyba próbował..
Idziemy do pokojów! - zawołała Andie.
Ruszyliśmy migiem. Choć wszyscy przytłoczeni byliśmy tą sytuacją i świadomością, że nie będziemy mogli spędzić kolejnego roku w naszych, podpisanych naszymi imionami pokojach, czuliśmy się dobrze..Rick zachowywał się normalnie, to jego pierwsza podróż z nami.
- No więc..dziewczyny tam, a wy chłopcy tam! - zawołała Selena.
- Idziemy, dobranoc. - zawołałam.
- Elena.., czekaj!
- Rick.. słucham.
- Możemy pogadać?
- Pewnie tak - powiedziałam starając się ukryć smutek.
- Chcę porozmawiać o..
- O?
- O tych tęczówkach.
- Och, nie mam na to teraz siły - powiedziałam okazując zmęczenie.
- Dobrze, jak wolisz, dobrych snów, Eleno.
- Dobra..
W jednej chwili, bardzo niespodziewanej, przy zakręcie w drugą stronę, przy lekkim potknięciu, moje, jego, głębokie i pragnące właśnie tego, wargi, zderzyły się jakby nigdy nic i okazały sobie sympatię - tak, właśnie tak..pocałowałam go. - Lub nie..to on pocałował mnie. Nie, nie wiem.
- Przepraszam.. - wydusiliśmy z siebie w tym samym momencie.


Screenshot-18.jpg
Pokaż wszystkie (3) ›
 

jenni
 
*Przystanek Woodstock.
PRZYGOTOWANIE
DZIEŃ 1

Ostatnio pisałam wam o księdze i o tajemniczej koleżance mamy, która nazywa moją mamę Selen. Nie ma w tym nic dziwnego oprócz tego, że moja mama nie ma tak na imię. No ale, może to jakieś czarodziejskie imię? Być może. Muszę was dzisiaj jednak odciągnąć od magicznych realiów i zwyczajów, ponieważ dzisiaj odciągam się i JA od tego. Mam dzisiaj coroczną wyprawę na przystanek Woodstock. Nie mogę tego ominąć a tym bardziej nie chcę. Będą tam moi najlepsi przyjaciele jak i także wrogowie. Tymi drugimi jednak się nie przejmuje, bo mi to niepotrzebne. Nasze wyprawy są bardzo czasami "łupieżcze". Zdarza się nam kogoś okraść jednak ćwiczymy nad tym aby się to już nie zdarzało.
I przypomniało mi się właśnie teraz, że nawet wam kiedyś pisałam o naszym krótkim pikniku, jednak ten trwa 3 dni. I mamy do przebycia 300 km. To długa i męcząca droga, ale my lubimy przygody. Tradycyjnie jedzie ze mną moja najlepsza paczka: Cameron, Selena, Josh, Andie, Rick i Paul. Myślałam też czy by nie zabrać Alarica..chyba się nad tym zastanowię.
- Tylko spakuj wszystko co trzeba. Wszystkie odpowiednie rzeczy. Jedzenie, 3 bluzki na zmianę, pidżamę, 2 pary jeansów, buty, klapki, kalosze, gdyby padało, i weź chociaż jedną czapkę albo chustę.
- Mamo dziękuję, że się troszczysz, ale z pewnością kalosze nie będą potrzebne. Zapowiadali świetną pogodę.
- Oj, ja znam te ich zapowiedzi, lepiej weź, na pewno się przydadzą.
- Ale nie zmieszczę już glanów.
- Gla...co?
- Glanów mamo.
- Co to jest? Co to są glany?!
- To są takie wysokie buty, przeciwdeszczowe.
- Oo, no to możesz nie brać kaloszy, skoro są przeciwdeszczowe.
- Dzięki mamo.
- Ech, martwię się trochę.
- O co mamo?
- Boję się o Ciebie, tyle się teraz u nas dzieje magii. A jeżeli dostaniesz moc? Co wtedy? To boli no i wiesz, będziesz na pewno krzyczeć, a jak wszyscy to zobaczą to się będą pytać, albo jeszcze się dowiedzą, a przemiana i otrzymywanie mocy nie wygląda zbytnio naturalnie..
- Nie dostanę mocy.
- Dlaczego tak mówisz? Jesteś wybranką.
- Wybranką, co to znaczy? - zapytałam.
- Em..nie powinnam Ci mówić, nie ważne.
- Mamo! Powiedz mi.
- Nie, to nie jest ważne, miałaś rację, nie ma się co martwić, na pewno nie dostaniesz mocy akurat w te 3 noce.
Chociaż..3 noce to dużo czasu..
- Odpowiedz mi na pytanie, proszę, chcę wiedzieć!
- Nie powinnaś i tyle! Przepraszam, ale to nie jest na to ani czas ani miejsce, pakuj się..
Zrobiłam oburzoną minę, ale spokojnie się pakowałam, wiedziałam, że zależy mi na tym, żeby wiedzieć, ale nie chciałam denerwować mamy. Chociaż niewiedza jest straszna i może doprowadzić do złych konsekwencji.
- Wychodzę, do zobaczenia w piątek!
- Pa kochanie.
- Do zobaczenia Elena!
- Żegnaj czarodzieju! - krzyknęłam z radością.
Wychodząc z domu czułam dziwne poczucie wolności. Chociaż..nie dziwiłam się, zawsze przed przystankiem tak się czuję i nawet nie tylko ja. Wrażenia są wielkie, a te przed imprezą jeszcze większe.
- Cześć!
- Elena, kochana! Tak dawno Cię nie widziałam, czemu nie było Cię w szkole przez 3 dni?
- Byłam bardzo osłabiona.., czułam się źle, a chciałam wyzdrowieć na Woodstock.

Screenshot-203.jpg


- I prawidłowo! Josh już odpala auto, za chwilę wsiadamy i w drogę! Jeaah!
- Nie mogę się doczekać, mam przeczucie, że to będzie najlepszy Woodstock w naszym życiu.
- O, mam taką nadzieję, mam ochotę na wielką przygodę!
- Chodźmy już, wsiadają do auta.
Udałyśmy się w stronę auta Josha, przywitałam się z wszystkimi.
- Kupę czasu, Elena! - zawołał Paul.
- Witaj mój dredziołku, świetne włosy, kiedy robiłeś?
- A ostatnio, musiałem je trochę odświeżyć.
- No i jak zwykle wyglądasz zachwycająco.
- Elena, chyba muszę Cię na takie też namówić, albo na afro!
- Afro? Ja? Widzisz jaka jestem blada, nie będzie mi pasować za nic! - zaśmiałam się.
- Dobra, ruszamy!
- Sweeeet homeee alaaabaaama!
- Uwielbiam tą nutę, Josh nie śpiewaj, fałszujesz! - oznajmiła Cameron.
- Ty nie lepsza, jak podnosisz głos to masz taki piskliwy, aaaalaaabaaama.
- Aa, bardzo śmieszne!
- STÓJCIE!
Samochód gwałtownie zahamował. Zakończyłam rozmowę z Alariciem gdy wszyscy spojrzeli na wprost.
- Co to było? - zapytał Josh.
- Nie mam pojęcia.
- Co widzieliście?! - zapytałam.
- Jakąś dziwną, chudą postać ubraną na czarno.
Pomyślałam chwilę. zastanawiając się kto mógłby tak wyglądać.
- Ale co ona zrobiła?
- No nagle po prostu przebiegła przez ulicę.
- Jedźmy dalej, niebezpiecznie tak tu stać - oznajmiłam.

Ruszyliśmy. Przez całe nast. 2 godziny była grobowa cisza w aucie. Wszyscy byli przestraszeni ale nie okazywali tego swoimi twarzami. Byli zamurowani, bo nie wiedzieli co się dzieję, ja jednak chyba wiedziałam kto mógł to być..
Gdy dojechaliśmy na miejsce, wszyscy westchnęliśmy z ulgą i otworzyliśmy swoje uśmiechy.

- I o to on, nasz kochany Woodstock.
  • awatar Ruth Arriane Lee Beatre Van Costa Oshind: Nie rozumiem, dlaczego Twoja mama sie tak obruszyla na slowo 'glany' :P Moze ta kobieta, ktora przebiegla przez ulice miala glany, a Twojej mamie sie zle to kojarzy? :D
  • awatar Drina Angelina Castro: Ciekawa jestem, co to za kobieta, co was tach wystraszyła? ;)
  • awatar Elena Jenni Lousie Oliv Gilbert: @Ruth Arriane Lee Beatre Van Costa Oshind: nie obruszyła się przecież, nie wiedziała po prostu co to są glany ;) A poza tym moja mama nie widziała nigdy glanów, więc nie mogły jej się źle kojarzyć, a tym bardziej z tamtą kobietą ;)
Pokaż wszystkie (7) ›
 

jenni
 
- I co teraz? - zapytałam z przerażeniem mamy.
- No co, co teraz? Trzeba żyć.
- Jak on sobie poradzi z mocą?
- Trzeba będzie się przyzwyczaić, wszystkiego go nauczę, czas przyniesie to co czeka każdego czarodzieja..- oznajmiła mama.
- A co czeka każdego czarodzieja? - zapytałam.
- Och, Eleno. Zadajesz za dużo pytań. Martwisz się bardziej niż Jeremy, on jest bardzo podekscytowany, choć nie ma pojęcia jak duża odpowiedzialność nad nim ciąży.
- Ja po prostu..a, nie ważne - odpowiedziałam niepewnie.
- Eleno, nie martw się, to nie czas na zmartwienia, musimy wszystko przemyśleć, muszę wiedzieć, że mogę mieć u Ciebie oparcie, nie mogę zostać z tym sama, a Jeremy..on mi nie pomoże w podejmowaniu ważnych decyzji, jest zbytnio zakłopotany i za młody..
- Za młody?
- Nie mam pojęcia dlaczego on..nie jest jeszcze gotowy na tak dużą odpowiedzialność jaką jest magia.
- Może, może to jakiś znak?
- Tego możemy dowiedzieć się tylko na jeden sposób.
- Jaki? - zapytałam z ciekawością, oczekująca odpowiedzi.
- Na to pytanie nie mogę Ci jeszcze odpowiedzieć, jest za wcześnie, poczekaj cierpliwie.
- Ech, to wszystko robi się takie "czarodziejskie".
- Musisz się przyzwyczajać, Eleno - oznajmiła mama, klepiąc mnie po ramieniu.
Mama wyszła z pokoju, oznajmiając mi swoimi krokami i ruchami, że musi iść do Jeremy'ego. Nie wiadomo co on tam wyrabia z mocą...
Po rozmowie z matką uświadomiłam sobie, że czuję się źle z tym, że nie jestem czarodziejką. Może i przyjdzie czas na mnie, ale czuję, że Jeremy nie uzyskał chwały i godności dzięki magii, lecz kolejnych kłopotów, on może sobie z tym nie poradzić. Nie oczekiwałabym tego od siebie, ale jestem od niego starsza o 2 lata. Boję się o to jak sobie z magią poradzi, to całkiem odrębna historia, o której ja tak naprawdę..nic nie wiem.
- Elena! Elana!
- Tak Jeremy? - zapytałam z niepokojem.
- Idę dzisiaj po swoją pierwszą różdżkę.
- Ech, dokładnie tak samo, jak szedłeś po swój pierwszy rower - zaśmiałam się.
- Elena..
- Tak?
- Ja nie chcę bez Ciebie. Nie wiem jak się będę czuł, nie wiem czy sobie poradzę, ja..czuję się źle i samotnie. Czuję jakby spoczęła na mnie wielka odpowiedzialność, czuję strach i ból, wszystko stało się szare i mroczne, naprawdę wstąpiłem w te sidła magii, choć sam nie chcę tego przeżywać.
- Jeremy, jaki ból? Gdzie?
- Wiem, że to może być dziwne, ale boli mnie głowa i brzuch. Słyszę jakieś dziwne piski, albo raczej..alarm? Ale taki bardzo słabo donośny, cichy i piskliwy.
- Czy to normalne? Mamy księgi, można sprawdzić.
Wzięłam Jeremy'ego za rękę i pociągnęłam do naszej wielkiej, domowej biblitoeki, do której tak naprawdę nigdy nie wchodziliśmy. Była ona strzeżona kluczem i to porządnym. Nie raz w dzieciństwie chcieliśmy się tam włamać, ale zawsze kończyło się to porażką. Nawet argumenty, że kochamy czytać nie przekonały mamy, która ciągle powtarzała, że te książki nie dotyczą niczego o czym mamy pojęcie. Teraz raczej nas to dotyczy, znaczy Jeremy'ego, ale czuję, że muszę tam wejść i mu pomóc znaleźć jakąś informację, chcę zobaczyć te książki i coś się z nich dowiedzieć. Mało wiem, ale chcę wiedzieć, może te książki pomogą mi poczuć się jakby mnie to też dotyczyło.
- Ale ona jest zamknięta.
- Mama zostawiła klucz w salonie - uśmiechnęłam się czując, że zachowałam się sprytnie, ale nieodpowiednio.
- Dobrze, otwieraj.
Otworzyłam gigantyczne drzwi, które razem z Jerymy'm otwieraliśmy powoli i mozolnie.. Były strasznie ciężkie i potężne.
- Nie wierzę..
- Dokładnie 3458 księg dotyczących tylko magii, magii i magii - oznajmiłam dumnie.
- Jak mamy szukać? - zapytał mnie Jeremy.
- Nie mam pojęcia, z chęcią przestudiuję każdą stronę, każdą kartkę, każdej książki!
- To nam zajmie miesiące, lata..
- Nie, jeżeli masz moc!
- Co mam zrobić? Nie mam różdżki czy czegoś tam..
- Słyszałam, że można czarować myślami.
- Czyli jak?
- Pomyśl o książce, która mówi o objawach wczesnego "okresu" rozpoczęcia życia w świecie magii.

Screenshot-112.jpg


- Dokładnie mam tak pomyśleć?
- Tak, tak ma być, bo ta książka zawiera takie teksty.
Patrzyłam na Jeremy'ego skupiona, chyba bardziej niż on, nic się nie działo, ale patrzyłam dalej i dalej, Jeremy się nie odzywał, to wciąż trwało i trwało, aż w końcu mu przerwałam.
- Dlaczego nic się nie dzieje?
- Co wy tutaj robicie?
W pewnym momencie naszej magicznej przygody zobaczyliśmy w potężnych drzwiach mamę, która miała żłożone ręce i patrząc na nas podejrzanie nie wyglądąła na zadowoloną..
- Czego szukacie?
- Odpowiedzi.
- Na jakie pytanie? Czy o czymś nie wiem?
- Jeremy boli głowa i czuje się źle i mrocznie, wszystko jest szare i nieprzyjemne?
- Dokładnie tak.
- Sentinius.., kooren, terimen, spelkus, ortime, books...
Po tych słowach nagle z "tłumu" wszystkich ksiąg, wyleciała z wysokiej półki, chyba 191 wyleciała księga o nazwie "Ortime, Spelkus". Patrzyłam na nią spokojnie, nie dotykałam jej ani nie podnosiłam, studiowałam każdą literkę i każde słowo, które było na niej napisane.
Nagle mama podniosła księgę, zdmuchła z niej 150-letni kurz i otworzyła ją.
- Ona ma 1032 strony, trzeba szukać uważnie i..rozważnie. Jeremy, każde słowo, które będzie związane z twoimi odczuciami, będziesz musiał powiązać z tym co się dzieje w twojej głowie i myślach, książka podpowie Ci na której stronie znajdziesz odpowiedź.
- Wow..- westchnęłam.. - cudowne.
- No witam! Selen! Selen to ty!
Nagle w drzwiach naszej gigantycznej domowej biblioteki stanęła wysoka osoba, o smukłej sylwetce, ubrana w długą suknię, wyglądająca jak kobieta ze średniowiecza. Albo raczej czarownica. Tym bardziej nie wiedziałam kim ona jest..


Screenshot-110.jpg
  • awatar Drina Angelina Castro: no, no. Wielka ta wasza biblioteka. ;p Kurcze, jestem ciekawa czemu to akurat twój brat dostał tą moc. ?
  • awatar Elena Jenni Lousie Oliv Gilbert: @Weronika.Stams: Sama chciałabym wiedzieć, ale to może on jest tym "wybranym" czarownikiem XXI wieku? :P
Pokaż wszystkie (2) ›